top of page

Docenianie


ree

Poranek w Katowicach był dziś biały. Zima rozgościła się już na dobre w pejzażu miasta, przykrywając hałas tramwajów warstwą miękkiego, niemal filmowego światła. W kamienicy panowała cisza — taka, która odbija się od ścian i pokazuje, że w układance dnia brakuje jakiegoś elementu.Tym elementem był Dexter.

Wyleciał kilka dni temu na szkolenia, a ja zostałem z kotami, które jak zwykle próbowały udowodnić, że fizyka nie istnieje, goniąc po mieszkaniu jak po planszy do gry.

Kawa po turecku bulgotała, przypominając mi, że ekspres nadal stoi zepsuty, bo żaden z nas nie miał czasu go oddać do naprawy. Mała, codzienna skamielina współczesności — pomnik braku czasu.

I może właśnie dlatego ta kawa smakowała dziś wspomnieniami.


Żeby dopełnić ten zimowy spektakl, włączyłem moją ukochaną świąteczną płytę — Celine Dion, These Are Special Times. Trochę kicz, trochę klasyk, trochę ciepło w niedzielny poranek, które rozlewało się po mieszkaniu jak leniwa mgła.


Patrzyłem na zasłony i uśmiechnąłem się sam do siebie. Dexter ściska je zawsze na końcach ścian, twierdząc, że „optycznie powiększa to mieszkanie”. Ja wolę je rozciągnięte — szeroko, swobodnie, jak skrzydła.Drobna rzecz, a tak bardzo jego.


O dwunastej miałem pierwsze zajęcia na uczelni, więc umówiłem się wcześniej z przyjaciółkami z dzieciństwa na śniadanie na katowickim rynku. Kotły narzekań zaczęły się od pierwszego łyka latte.

Kaśka — wieczna idealistka, która zawsze trafia na facetów typu „wieczny projekt do poprawy”.

Monika — cyniczna realistka, dla której każdy związek jest potencjalnym polem minowym.

Ola — romantyczka w kryzysie, zakochana w mężczyźnie, który kocha pracę trochę bardziej niż ją.

Słuchałem ich, jak opowiadają o swoich facetach: że nie mają czasu, że pracują za dużo, że nie doceniają, że zapominają, że „ciągle coś”. W ich słowach pobrzmiewało rozczarowanie i zmęczenie. A ja… ja siedziałem z nimi, ale czułem się jak z innej planety.

Bo choć Dexter też pracuje dużo, też ma ambicje i też bywa nieobecny, ja — mimo że potrafi mnie czasem doprowadzić do szału — tęskniłem za nim już od rana.I byłem z niego dumny.Z tego, kim jest.Z tego, że jako lekarz ciągle się rozwija, uczy, chłonie świat.Z tego, że kiedy opowiada o swoich pacjentach, błyszczą mu oczy, jakby odkrywał nowe gatunki gwiazd. Psycholog Marshall Rosenberg pisał, że „uznanie daje relacji tlen”.Bez niego dusimy się wzajemnie — czasem powoli, czasem niepostrzeżenie.

Gdy doceniamy partnera:

  • umacniamy jego samoocenę,

  • pokazujemy, że go widzimy,

  • odblokowujemy w nim czułość,

  • zmniejszamy napięcia,

  • pogłębiamy intymność,

  • i uczymy go, że jest ważny.

A kiedy przestajemy doceniać?

  • rodzi się obojętność,

  • frustracja,

  • chłód,

  • poczucie niezrozumienia,

  • samotność nawet we dwoje.


Badania Gottmana — jednego z najważniejszych ekspertów od relacji — pokazują, że pary, które częściej mówią sobie rzeczy dobre niż złe, mają trzykrotnie większą szansę na przetrwanie.I jeszcze jedno: pary, które codziennie doceniają się drobnymi gestami, mają wyższy poziom satysfakcji niż te, które robią wielkie rzeczy raz na jakiś czas.

„Docenianie jest najczystszą formą widzenia drugiego człowieka” — powiedział kiedyś psycholog Bogdan Wojciszke.Myślę, że miał rację.


Dziewczyny narzekały, że ich partnerzy nie dają im uwagi, a ja zastanawiałem się, czy u nas też kiedyś przyjdą takie rozmowy. Czy to kwestia czasu? Dojrzałości? A może ja po prostu taki jestem — tęskniący, czujący, doceniający?


Psycholożka Esther Perel mówi, że „bliskość buduje się przez ciekawość drugiego człowieka, nie przez jego kontrolowanie”.A Dexter jest człowiekiem, którego jestem ciekaw codziennie na nowo. Nawet, kiedy go nie ma.


Gdy wróciłem do mieszkania, znowu poczułem tę ciszę — nie przytłaczającą, ale taką, która przypomina, że drugi człowiek jest w naszym życiu nie po to, by wypełniać przestrzeń, ale żeby ją uwrażliwiać.

Na biurku w jego gabinecie leżały jego notatki z konferencji, a ja poczułem to znane, ciepłe ukłucie dumy.„Jestem z niego dumny”, pomyślałem. Po prostu. Bez analizy, bez spiny, bez porównywania. Bo docenianie jest trochę jak świąteczna płyta Celine Dion — czasem kicz, ale jednak zawsze działa.

I pomyślałem sobie:Może w świecie, w którym tak łatwo narzekać na partnerów, trudniej jest ich widzieć.Naprawdę widzieć.Nie przez pryzmat braków, ale przez pryzmat tego, co wnoszą.

Może nie chodzi o to, by mieć więcej czasu, lecz by ten czas widzieć. A może docenianie to po prostu decyzja — codzienna, cicha, prosta.

„Szczęście w relacji nie polega na tym, że mamy idealnego partnera, ale że potrafimy dostrzec idealne momenty, które nam daje” — powiedział kiedyś Carl Rogers.

I w tym białym, zimowym poranku w Katowicach zrozumiałem jedno: docenianie jest jak kawa po turecku. Trochę czasochłonne, trochę staroświeckie, ale jeśli robisz je z serca — zawsze smakuje najlepiej.

 
 
 
  • Instagram

©2020 by SzeptyMiasta

bottom of page