Czy mężczyzna naprawdę może się zmienić, czy tylko udaje
- Karol Kiszka

- 22 godziny temu
- 3 minut(y) czytania

Siedziałem jak zwykle przy oknie mojej kamienicy z widokiem na rynek w Katowicach. To jedno z tych miejsc, gdzie można siedzieć godzinami i mieć wrażenie, że ogląda się serial o ludzkich życiach. Bez scenariusza, bez dubli – tylko codzienność.
Rynek jest jak scena teatralna.
Ktoś biegnie z kawą w ręce, ktoś prowadzi rozmowę przez telefon, ktoś stoi przy fontannie i patrzy na ekran telefonu tak intensywnie, jakby właśnie od tego zależało jego życie uczuciowe. Są też pary – jedne idą blisko siebie, inne trochę dalej od siebie, jakby między nimi była niewidzialna linia demarkacyjna.
I właśnie wtedy nasunęła mi się myśl, która – jak to zwykle bywa – zaczęła się od bardzo niewinnego pytania.
Czy ludzie naprawdę potrafią się zmienić?
Katowice są dobrym przykładem na to, że zmiana jest możliwa. Jeszcze kilkanaście lat temu wielu ludzi mówiło o tym mieście głównie w kontekście kopalń i przemysłu. Dziś to miasto koncertów, kawiarni, architektury i ludzi, którzy przyjeżdżają tu nie tylko pracować, ale też żyć.
Miasto zmieniło się naprawdę.
Ale z ludźmi sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.
P sychologowie mają na ten temat ciekawą teorię. Badania nad osobowością pokazują, że około trzydziestego roku życia nasz charakter stabilizuje się w około 70–80%. Oznacza to, że większość naszych reakcji, schematów emocjonalnych i sposobów budowania relacji jest już dość mocno ukształtowana.
Czyli mówiąc brutalnie:jeśli ktoś nie jest bardzo emocjonalny w wieku trzydziestu lat, raczej nie obudzi się nagle w wieku czterdziestu jako wulkan uczuć.
A mimo to w miłości wciąż wierzymy w zmianę.
W mojej relacji z Filipem też pojawia się ten temat. Na początku było więcej emocji. Więcej szaleństwa. Takiego uczucia, że wszystko jest intensywne i nowe. Z czasem pojawiła się codzienność.
I to jest moment, w którym wiele osób zaczyna panikować.
Bo wydaje nam się, że skoro emocje nie są już tak spektakularne jak na początku, to znaczy, że coś się skończyło.
Tymczasem psychologia mówi coś zupełnie odwrotnego.
Na początku relacji działa coś, co naukowcy nazywają dopaminową fazą zakochania. To moment, kiedy mózg produkuje ogromne ilości dopaminy i oksytocyny – hormonów odpowiedzialnych za ekscytację i przywiązanie. To dlatego na początku relacji wszystko wydaje się intensywniejsze: rozmowy, dotyk, nawet zwykłe siedzenie obok siebie.
Ta faza trwa zwykle od kilku miesięcy do dwóch lat.
Potem zaczyna się coś trudniejszego – ale też bardziej prawdziwego.
Relacja oparta nie na chemii, tylko na wyborze.
Właśnie w tej fazie zaczyna się prawdziwa zmiana. Nie taka filmowa, spektakularna, gdzie ktoś nagle staje się zupełnie inną osobą. Bardziej subtelna.
Bo Piotr – choć emocje przychodzą mu czasem z trudem – naprawdę stara się pokazywać je częściej. Ma w sobie ogromny pociąg do wiedzy, do rozumienia świata, i czasem mam wrażenie, że emocje analizuje trochę jak skomplikowane równanie matematyczne.
Ja z kolei uczę się czegoś zupełnie innego – cierpliwości.
Psychologowie mówią też o czymś, co nazywa się bezpieczeństwem emocjonalnym w relacji. To moment, kiedy przestajemy bać się utraty drugiej osoby tak bardzo jak na początku. Paradoks polega na tym, że czasem to właśnie brak dramatów i fajerwerków oznacza, że relacja jest stabilniejsza niż nam się wydaje.
Ale oczywiście – jak to w relacjach bywa – teoria teorią, a życie życiem.
Bo siedząc przy oknie mojej kamienicy i patrząc na ludzi przechodzących przez rynek w Katowicach, zauważyłem jedną rzecz.
Niektóre pary idą obok siebie bardzo spokojnie. Bez wielkich gestów, bez spektakularnych scen. A mimo to widać między nimi coś, czego nie da się pomylić z niczym innym.
Bliskość.
I wtedy pomyślałem o jednej rzeczy.
Może prawdziwa zmiana w relacji nie polega na tym, że ktoś staje się zupełnie kimś innym.
Może polega na tym, że ktoś – mimo swoich ograniczeń, przyzwyczajeń i charakteru – każdego dnia próbuje być dla nas trochę lepszą wersją siebie.
I tak siedząc przy oknie mojej kamienicy, obserwując życie toczące się na rynku w Katowicach, zacząłem się zastanawiać: Czy ludzie naprawdę się zmieniają… czy tylko uczymy się kochać ich takimi, jakimi zawsze byli?



Komentarze