top of page

Melancholia

Katowice spowiły się zimą. Taką, która nie krzyczy bielą, raczej milczy szarością. Jedynym azylem przed tą melancholią są kwiaty stojące na parapetach – uparte, zielone, jakby na przekór porze roku. Kawa o poranku już nie smakuje tak jak wcześniej. Szarość dnia wdziera się do mieszkania oknami, bez pytania, bez zaproszenia. Radości dodaje jeszcze ozdobiona, żywa choinka i balkon opleciony świątecznymi światełkami, które wieczorem udają, że wszystko jest w porządku.

Świąteczny czas jednak szybko zniknął za horyzontem. Zawsze znika. Zostawia po sobie ciszę, kilka igieł na dywanie i poczucie, że znowu coś się skończyło. Nastał nowy rok, a wraz z nim powracający jak refren slogan: nowa ja, nowy ja, zaczynam od zera. I chyba najbardziej przykre jest to, że niemal każdy wpis w internecie zaczyna się od zdania: to był ciężki rok, najgorszy w moim życiu, oby następny był lepszy.

Mam jednak wrażenie, że każdy rok jest ciężki. Każdy niesie swoje wyzwania, swoje straty i swoje drobne zwycięstwa. I ten również będzie trudny – jeśli sami go takim uczynimy. Psychologowie od lat powtarzają, że problemem nie są nasze cele, ale sposób, w jaki je tworzymy. Chcemy za dużo, za szybko i najlepiej od pierwszego stycznia, najlepiej od poniedziałku, najlepiej od razu idealnie. A gdy po dwóch tygodniach rzeczywistość nie klęka przed naszym planem – rezygnujemy. Bo przecież znowu się nie udało.

Ostatnio z Filipem spotkaliśmy się z znajomymi w kawiarni. Kawa, luźne rozmowy, śmiech, który na chwilę rozgania zimowy mrok. I to pytanie, które w styczniu pada zawsze: jakie masz plany na ten rok? Zapadła krótka cisza. Nikt nie mówił o wielkich rewolucjach. Raczej o spokoju. O zdrowiu. O tym, żeby nie biec tak bardzo. I wtedy pomyślałem, że może właśnie w tym tkwi sekret satysfakcji z planów – żeby nie były krzykiem, tylko szeptem.

Psychologowie mówią też o tym, że nasze plany często zawodzą, bo traktujemy je jak wyrok, a nie drogowskaz. Albo wszystko, albo nic. Albo sukces, albo porażka. A życie – szczególnie to śląskie, codzienne, między pracą a kawą – nie znosi skrajności. Ono lubi małe kroki. Jedną decyzję dziennie. Jedno dziś wystarczy zamiast muszę więcej.

Może więc zamiast planować nową wersję siebie, warto zaplanować więcej czułości wobec tej obecnej. Zamiast listy postanowień – kilka intencji. Zamiast presji – ciekawość. Bo satysfakcja nie rodzi się z odhaczonych punktów w kalendarzu, tylko z poczucia, że jesteśmy tam, gdzie naprawdę chcemy być. Nawet jeśli droga do tego miejsca prowadzi przez szare Katowice, zimową kawę i rozmowę, która nie zmienia świata, ale zmienia coś w nas.

 
 
 

Komentarze


  • Instagram

©2020 by SzeptyMiasta

bottom of page