top of page

SEX SEX SEX

Siedzimy z Filipem przy choince.Lampki mrugają tak, jakby chciały coś powiedzieć, ale nie do końca wiedziały co. Za oknem końcówka roku — ten moment między świętami a sylwestrem, kiedy miasto na chwilę zwalnia, a ludzie próbują być dla siebie milsi. Chociaż trochę.

Na stole herbata. Telefon odkładam ekranem do dołu. Na chwilę.

Bo co chwilę wibruje.

Nowe powiadomienie. Nowe zdjęcie.Kolejne ciało.

Scrolluję odruchowo. Jakby to był tik nerwowy współczesności. Nagość. Slipy. Ręcznik nonszalancko opadający z bioder. Lustro w łazience. I choinka. Zawsze choinka. Bo nawet Boże Narodzenie w świecie gejów musi mieć dziś wydźwięk seksualny.

Nagie torsy przy bombkach.Ciała owinięte lampkami.Święta sprowadzone do estetyki pożądania.

I myślę sobie: kiedy to się stało normą?


Nie oszukujmy się — to działa. Zdjęcia w slipach zbierają więcej lajków niż te „normalne”. Algorytm jest bezlitosny, ale uczciwy w swojej bezduszności.

Nagość klika się lepiej. Ciało sprzedaje się szybciej niż myśl. Seks wygrywa z przekazem. Zawsze.

Media społecznościowe wzmacniają mechanizm porównywania się. A w społeczności gejowskiej ten mechanizm działa ze zdwojoną siłą. Bo my nie tylko chcemy być widziani. My chcemy być pożądani. I to najlepiej natychmiast.

Jeden z psychologów społecznych trafnie zauważył, że seksualizowana autoprezentacja daje szybkie poczucie kontroli: „jeśli pokazuję ciało i jestem chwalony, to znaczy, że mam wartość”. Problem w tym, że ta walidacja jest krótkotrwała. Działa jak cukier. Na chwilę. Potem trzeba więcej. Odważniej. Częściej. Bardziej nago.

I coraz trudniej odróżnić wolność od przymusu.

Bo z jednej strony — tak, to wolność. Ciała, które kiedyś były wstydem, dziś są dumą. Widzialność, o którą walczyliśmy latami. Prawo do bycia sobą. Do erotyki. Do ekspresji.

Ale z drugiej strony jest koszt.Cichy. Rzadko nazywany.

samo-uprzedmiotowieniu — momencie, w którym zaczynamy patrzeć na siebie oczami odbiorców. Jak na produkt. Liczy się opakowanie. Kadr. Światło. A wnętrze? Wnętrze coraz częściej zostaje poza kadrem.

I wtedy pojawia się zmęczenie.

Zmęczenie ciałem bez historii.Seksem bez intymności.Wolnością, która coraz częściej wygląda jak obowiązek bycia atrakcyjnym.

Patrzę na Filipa. On nie scrolluje. Jest tu. Przy stole. W tej chwili. I nagle mam wrażenie, że prawdziwa bliskość dzieje się dziś wbrew Instagramowi, nie dzięki niemu.

Bo może nie chodzi o to, że geje za bardzo się rozbierają. Może chodzi o to, że coraz rzadziej ktoś pyta, co jest pod spodem.

Pod nagim zdjęciem.Pod uśmiechem do obiektywu.Pod potrzebą bycia widzianym.

Odkładam telefon. Lampki na choince świecą dalej. Bez lajków. Bez komentarzy. I myślę, że być może największym aktem odwagi w nowym roku nie będzie kolejne nagie zdjęcie.

Może będzie nim pozwolenie sobie na to, żeby istnieć także wtedy, gdy algorytm milczy.

 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Melancholia

Katowice spowiły się zimą. Taką, która nie krzyczy bielą, raczej milczy szarością. Jedynym azylem przed tą melancholią są kwiaty stojące na parapetach – uparte, zielone, jakby na przekór porze roku. K

 
 
 

Komentarze


  • Instagram

©2020 by SzeptyMiasta

bottom of page